Wprowadzenie

Od dziecka uczono mnie, że w każdej sytuacji należy się przywitać, nawet wchodząc do obory gdzie mieszkają zwierzęta jak świnie czy krowy mówiło się “Szczęść Boże”, tak i w tym przypadku rozpoczynając swoją pierwszą książkę, chcę napisać coś więcej o sobie. Okładkę – już każdy widział, teraz pora na przywitanie.

Swoją działalność w internecie rozpocząłem mając jakieś 10 może 11 lat, dokładnie nie pamiętam, gdyż lata z roku na rok lecą coraz szybciej. Wszystko zaczęło się od programu służącego do budowy stron internetowych, bez konieczności poznawania html. Tak wiem, lamerskie, jednak każdy w jakiś sposób zaczynał, a patrząc dziś przez pryzmat czasu, większość z nas zaczynać będzie właśnie od banałów, o których nie wspomina się, kiedy już dopniemy swego. Ja nie widzę powodu by nie wspominać o swoich początkach, jakie by one nie były, myślę że informacja o banałach, dla wielu z was da świetny początek do stworzenia czegoś fantastycznego, szczególnie jeśli marzycie o tym, by zacząć zarabiać właśnie przez internet. Ten poradnik nie powie Ci co konkretnie musisz zrobić by zaistnieć w internecie, gdyż sposobów na generowanie gotówki z sieci istnieje tysiące. Jest wiele produktów, wiele usług, a dodatkowo możliwości zarabiania na czymś, w czym jesteśmy ekspertami. Niechętnie będę używał słowa ekspert, gdyż dziś każdy się na eksperta próbuje stylizować, mimo że w wielu przypadkach nim nie jest.

Wracając więc do mojej pierwszej strony. Nigdy nie kręciło mnie granie w gry komputerowe, a tworzenie. Kiedy dostałem pierwszy komputer, przez kilka tygodni, jak nie miesięcy budowałem swoją stronę. Nie wiedziałem jeszcze co zrobić by pojawiła się ona w internecie, szczególnie że tego internetu nie było w domach, a wysyłanie strony przez modem, mogło by zająć kilka miesięcy. Jednak tworzyłem, co rusz odnajdując coraz ciekawsze narzędzia, które sprawiały, że moja strona wyglądała lepiej. Kiedy była już gotowa, pozostały poprawki, te zwyczajnie się nie kończyły. Zmęczony budową tej strony, brakiem funduszy na jej dalszy rozwój, brakiem dobrego internetu – zwyczajnie odpuściłem. Stronę widziałem więc tylko ja, rodzina która nie bardzo rozumiała co to jest i kilku kumpli, bardziej obeznanych w internecie. Temat umarł.

Ja zawładnięty chęcią podbicia internetu, nadal projektowałem. Jednocześnie korzystając z uroku jakie dawały kawiarenki internetowe. To właśnie tam, pierwszy raz trafiłem do sieci IRC, początkowo wyglądało to normalnie, ot komunikator, gdzie można poderwać dziewczynę, pozbijać się z obecnych gości w kawiarence internetowej, albo narobić sobie problemów – bywało różnie. Przebywając jednak regularnie na ircu, zauważyłem, że są tam boty, które automatycznie wykonują pewne komendy. Nie miałem o nich pojęcia, jednak trafiłem na człowieka, który miał swojego bota, a dokładniej – uczył się go kompilować, instalować i administrować. Szybko temat mnie zaciekawił, a kolega zdradził kilka szczegółów. Tu okazało się, że potrzebny jest serwer, a także specjalne kompilatory na nim, aby posiadać własnego bota. No i się zaczęło, kupiłem pierwszy serwer, brakowało na nim oprogramowania, kupiłem drugi, zaś brak dostępu do powłoki bash, i trzeci. Zmęczony tą sytuacją, ograbiony z pieniędzy – poddałem się. Wtedy pojawił się sąsiad, który pracował na politechnice, zaoferował mi prawdziwe konto shell, na którym mogę mieć nie tylko bota, ale również ircowe sesje, które w tamtych czasach były sexy, oraz stronę. Postawiłem pierwszego bota, nauczyłem się podstawowych komend serwerowych i wspólnie z grupą przyjaciół zaczęliśmy tworzyć kanał. Ciekawe jest to, że te internetowe przyjaźnie – przetrwały do dziś i mają się całkiem nieźle.

Z każdym dniem miłość do internetu rosła, a ja poznawałem coraz więcej jego tajników. Nie miałem w głowie wtedy zamiaru zarabiania, była to zwykła zabawa i taką tez miała pozostać. Wtedy nie spodziewałem się, że można z tego zarobić jakieś większe pieniądze, były to początki, nikt nie mówił otwarcie jak zarabiać, większość raczej chowała zdobytą wiedzę głęboko w skarpetę, dojąc rynek jak tylko się da.  Wiedzę pozyskiwało się bardzo powoli, internetowe znajomości, gdy nie były dostatecznie bliskie – nie wnosiły nic. Dlatego wsiadało się to w pociąg, to w auto aby odwiedzić kogoś z drugiego końca kraju, a kiedy ten ktoś Cię polubił, zdradzał Ci swoje sekrety, Ty zdradzałeś swoje, choć było ich mało.

Moim pierwszym poważnym projektem, był serwis z ogłoszeniami towarzyskimi. Wtedy jeszcze nie miałem świadomości, że w tego typu serwisach ogłaszają się prostytutki. Serwis chciałem stworzyć z prostego powodu – miałbym dostęp do wszystkich tych “pięknych” kobiet, bez każdorazowego płacenia 9zł za numer do danej dziewczyny. Tu zaczęła się naprawdę wielka przygoda, gdyż serwisy były automatyczne, oparte o oprogramowanie PHP, o którym to nie miałem bladego pojęcia. Byłem zdeterminowany, przez kilka miesięcy wysyłając zapytania ofertowe do osób, które już prowadziły podobne serwisy. Chciałem aby stworzyli klona swojej strony, oczywiście bez “bazy danych dziewczyn” i odsprzedali mi tą stronę. Cały czas w odpowiedzi otrzymywałem info, że taki skrypt będzie kosztował praktycznie tyle co nowa nieruchomość. Nie trudno się domyśleć, że 14 latek mógł mieć problem posiadania 2000zł, a co dopiero 50.000 czy 100.000zł, gdzie w tamtych czasach te pieniądze miały zupełnie inną wartość. O ile dobrze pamiętam, wtedy mieszkanie na Śląsku kosztowało w okolicach 40.000zł, do tego dwupoziomowe.

Po wielu miesiącach poszukiwań znalazłem gnata, który stwierdził że to oprogramowanie odsprzeda mi za 500zł, a do tego zapłacić będę mógł jak zarobię. To już mnie bardzo zszokowało… ale jak to – pomyślałem, w jaki sposób ja zarobię. No i tu wyszła cała historia, że z każdego sms-a, który wygeneruje mój serwis internetowy otrzymam prowizję. Było to mniej więcej 25% – bo od takiej stawki rozpoczynałem swoją przygodę. Sms kosztował 9zł, więc nie trudno policzyć, iż dostawałem jakieś 2,40zł. Serwis z ogłoszeniami towarzyskimi okazał się strzałem w 10kę, po roku od jego uruchomienia, generował już całkiem fajne pieniądze, bo w okolicach 5.000zł miesięcznie. Ja pochłonięty możliwościami zarabiania, które były dużo lepsze niż realia na rynku, po prostu pracowałem dzień i noc, tworząc coraz to nowe strony, oferujące już nie tylko dostęp do ogłoszeń. Na rynek wchodziły telefony z kolorowymi wyświetlaczami – tu pewnie każdy pamięta Nokię 3510, gdzie pojawiła się również i polifonia – to tworzyło zbyt na wszelkie multimedia. Gry na telefony, tapety, dzwonki, dzwonki polifoniczne, aż do “migających smsów” czy wgrania własnego logo na tapetę telefonu. Każdy sms generował przychód, każdy internauta odwiedzający stronę internetową był też odpowiednio prowadzony, aby zostawiał więcej i więcej pieniędzy.

Nie będę tu rozwijał wszystkich rzeczy, które w tym czasie się tworzyły. Bo było tego naprawdę dużo, człowiek próbował w każdym sektorze postawić swoją stronę, generować wartościowy, targetowany ruch, a także monetyzować go. W dalszej części tej książki dowiesz się dokładnie, w jaki sposób to zrobić. Po dwóch, może trzech latach produkowania własnych stron, a także pracy dla firmy “webpay”, która zmieniła się w “allpay”, po to by dziś ją znać jako firmę “dotpay”, doszedłem do etapu gdzie stałem się niezależnym “gówniarzem”. Stać mnie było na wszystko, zaczęły się egzotyczne wakacje, no i tradycyjnie – pieniądze strzeliły do głowy. Było ich dużo, bo miesięcznie potrafiłem wygenerować nawet i 80.000zł, choć przeciętny miesiąc zamykałem z kwotą 30.000 – 50.000zł na czysto. Kosztów – praktycznie nie było, bo co było potrzebne – komputer do pracy. Rozwijałem więc biuro, kupując nowe komputery, oraz tworząc nowe miejsca pracy. Ale przecież nie o tym miało być.

Ten krótki wstęp ma po prostu was uświadomić w przekonaniu, że w internecie można zarobić. Nie jest to lekka praca, nie jest to też ciężka praca. Jak każda praca ma swoje plusy i minusy. Początkowe kilka lat – po prostu się płynie, raczej traktując tą formę zatrudnienia jako dobrą zabawę, kiedy już wejdziemy na jakiś pułap, kiedy obsługujemy sporo klientów, wtedy zaczynają się jakieś schody, które trzeba pokonać, wtedy pojawia się cała masa problemów, to z urzędami, to z pracownikami, to z firmami które z nami współpracują. Nie jest łatwo, jednak warto, gdyż poświęcając regularnie czas – można mieć drugą, albo dwie, albo nawet i trzy kolejne pensje. W tej książce, nie będziemy jednak poruszać tego, w jaki sposób stworzyć biznes, który będzie generował milion złotych miesięcznie, a jak stworzyć dodatkowy przychód, poświęcając na pracę w internecie niewiele czasu. Gorąco zapraszam do lektury.