50 CENT LONDON

Całe życie nie chodziłem na koncerty, to nie tak, że nigdy na żadnym nie byłem, ale jednak nie byłem tym typem, który pojawiał się na koncertach regularnie, a po tym co zobaczyłem w Londynie, na koncercie 50 Cent, myślę, że wiele przez te wszystkie lata straciłem. W końcu pamiętam swój pierwszy koncert, bo ciężko go zapomnieć, była to Mafia, grali gdzieś w browarze pod Kielcami. Nie wiem czy nie pisałem już tej historii gdzieś na łamach bloga, ale to pewnie czyjeś wnikliwe oko wychwyci, ale z tego co pamiętam to było jeszcze na starym blogu, więc możemy temat odświeżyć. Jak to na koncertach, pojawiło się bardzo dużo ludzi, no i początkowo wszystko fajnie, browar rozdawał darmowe piwo, my mieliśmy po naście lat, dookoła wszyscy się bawili, a na straganach można było kupić fast foodowe żarcie. Dodatkowo cały klimat budowały wielkie silosy, wokół których rozstawiona była scena – chciałbym w sumie się chociaż na chwilę przenieść do tego klimatu. No i właśnie na tym koncercie, kiedy już wszystko dobiegało końca, zobaczyłem grupę ludzi z 50 osób, która stała w kółku, kiedy udało mi się wcisnąć do tej grupy, okazało się, że w środku jest człowiek, którego te 50 osób po prostu trepuje, bo kopaniem to ciężko to nazwać. Szybko zrezygnowałem z uczestnictwa w tej makabrze, idąc dalej podobnych grup było sporo więcej. Tuż poza kilkoma ulubionymi do tej pory piosenkami mafii w głowie pozostały, te brutalne akty, szczególnie że wtedy chyba pierwszy raz w życiu widziałem na oczy, aż taką przemoc.




KONCERTY

Później przez jakiś czas zdarzało mi się chodzić na koncerty, które były popularne w mieście, w sumie nawet na większość – szczególnie w okresie letnim. W zimę, nie było u nas zbyt wiele miejsca, bo hale małe, ale na kilku i tak byłem. A później, człowiek dorósł i na koncerty jakoś nie było czasu chodzić i zawsze była jakaś dobra wymówka, żeby nie iść. No i do takiego stanu wrosłem, aż do pewnego dnia, kiedy to Misiek postanowił nakręcić klipa, do którego jeszcze zaprosił bardzo mocną ekipę. Teledysk pewnie zobaczycie wkrótce na kanale u Miśka, a ja poniżej wrzucam jeden klip, który ja miałem okazję dla niego nakręcić do kawałka California Love stworzonego we współpracy z Boberem.

K i K

Czyli sprytny plan, gdzie Misiek postanowił nakręcić klip, oraz zorganizować prezent dla chłopaków, wręcz spełnić jakieś marzenie. Cała tajemnica była utrzymywana do samego końca, co było ciężkie. Gdyż sceny do klipu najpierw kręciliśmy na statku, kolejnego dnia przenieśliśmy się na dach budynku, gdzie znajdowało się boisko do koszykówki, tam rozgrywał się mecz przez dobre dwie godziny, połączony z przerwami na jaranie fajek i przekonywanie siebie jak słabą kondycję mamy. Utrzymywanie tajemnicy nie było tak trudne, gdyby nie fakt, że z tego boiska było widać wejście do budynku O2 Arena, a obok niego był kolorowy ekran led, taki meeeega duży, który co chwilę raził w oczy rażącą reklamą koncertu 50 centa. Na szczęście – zainteresowanie piłką i meczem było tak duże, że chłopaki dowiedzieli się o koncercie – na czas. Tak więc, Misiek odpierdzielił niezłe kombo robiąc i klip i koncert w jednym.

Sam koncert – sztos, naprawdę nie spodziewałem się takiej energii. Jeszcze przed koncertem, trochę bolała mnie cena biletu, bo £350 to jednak sporo za godzinkę zabawy. Ale okazało się, że koncert rozpoczęli Busta Rhymes, później mieliśmy okazję zobaczyć jeszcze Giggsa, który ma naprawdę niezłego skilla, no i oczywiście niesamowity występ 50 Centa, który rozwalił mi głowę. Mimo, że nigdy nie byłem wielkim fanem – już jestem. Niestety na koncercie nie zrobiłem zbyt wielu zdjęć, ale wrzucam troszkę materiału z kręcenia klipu, materiał z koncertu znajdziecie na moich social media, tam są filmiki, które że tak powiem, znacznie lepiej oddają klimat tego wydarzenia.

Z tych pozytywnych rzeczy, zaczynam się rozpisywać na blogu, więc istnieje szansa, że nawet regularnie, będzie się tu pojawiać jakaś treść. Pozdro dla wszystkich, a jak będziecie szukać kompana na koncert – dawajcie znać, bo pewnie się skuszę. A tymczasem, zapraszam na małą zdjęciową wycieczkę. P.S – tak jeździłem w bagażniku bo w dużym vanie brakło miejsca i powiem szczerze, że jest to jedna z lepszych miejscówek, szczególnie w tym dużym meśku, można się spokojnie wyspać, można popracować i nikt tyłka nie zawraca nie potrzebnie, a wrażenie jazdy upływa bardzo szybko. Polecam każdemu.