Dziś będzie jedna z ciekawszych historii o tym, jak rozpoczęła się moja przygoda z muzyką. Kiedy byłem dzieckiem, rodzice posłali mnie do szkoły muzycznej, była to prywatna szkoła, gdzie grało się na klawiszu. Później przez lata, przy okazji rodzinnych spędów, musiałem grać, za co dostawałem jakieś drobne, ale gdybym jeszcze wtedy śpiewał do tego wszystkiego, spełniłbym oczekiwania napierdolonych rodziców, wujostwa i sąsiadów, którzy na imprezie byli, do tego dobrze zarobił. Tak się jednak nie stało, ja zamiast tego, postanowiłem na wieki, zamknąć swój wokal i nie śpiewać nic, ani w kościele, ani pod prysznicem, ani nawet kiedy byłem turbo pijany. Nienawidziłem swojego głosu, a do głowy na pewno nie przyszła by mi myśl, że kiedykolwiek zaśpiewam jakiś utwór, bo lubię. Tak więc do 28 roku życia, żyłem sobie nie śpiewając zupełnie nic. Lubiłem natomiast pracować głosem i jeszcze prowadząc stary blog, chciałem ułatwić kwestię dla osób niepełnosprawnych, więc każdy artykuł, czytałem i pod nim była dostępna wersja audio, tak więc – miałem w domu sprzęt, który można było użyć, do tego aby stworzyć jakąś piosenkę.
Nic takiego jednak się nie wydarzyło, nawet gdyby ktoś podsunął mi taki pomysł, pewnie szybko bym go wyśmiał. No i pewnego dnia, pojawiła się jakaś oferta w sieci play, do której przeniosłem wszystkie swoje telefony, okazało się, że mogę za darmo dostać jakiś tablet a do tego jeszcze konsolę PlayStation, no to oczywiście, wyznając prostą zasadę – skoro dają, to się bierze – wziąłem. To też było wariactwo, dlaczego ? Ano dlatego, że nigdy nie byłem graczem i w sumie nie zamierzałem grać w żadne gry, konsolę raczej wziąłem dlatego, że czasami podczas imprez, ktoś o nią pytał, przyjąłem więc, że jest to jakiś imprezowy standard, żeby sobie znudzeni alkoholem uczestnicy mogli zrobić przerwę przy fifie czy mortal kombat. Zarówno ipad jak i playstation szybko poszły w odstawkę i okazały się, niepotrzebnymi itemami, które w sumie mądrze było od razu sprzedać, kiedy to jeszcze kosztowały po kilka tysięcy złotych za sztukę. Ja jednak zostawiłem, nie wiedzieć nawet po co. Było to głupie, ale widać, miało jakiś dalszy sens.
Chwilę później skończyłem związek, z jedną kobietą, pojawiła się kolejna. Ta – była typem gracza, w domu miała dobrze wypiełęgnowany komputer, na którym dało się odpalać nowe gry, do tego kiedy wychodziło Diablo, ustawiała się w kolejce i kupowała w przedpremierze, aby dostać super extra cudowne itemy i wyrazić uwielbienie dla twórców. Kiedy więc panna wpadła na pierwszy numer, szybko zobaczyła że posiadam playstation, które na tamte czasy było dość nowym sprzętem, a wszyscy dookoła, raczej mieli starsze modele. Jako, że do playstation, otrzymałem również extra peryferia – mikrofony, move, itd – było wszystko aby podpiąć tylko moją kartę i rozpocząć sielankowe pobieranie gierek. Kiedy już skończyliśmy zwiedzanie sypialni, ja poszedłem do pracy, a moja panna stwierdziła, że przyjrzy się playstation, po kilku godzinach wchodzę, patrzę, a ona śpiewa do telewizora. Myślę sobie, pierdolnięta – zostaje już tylko w jednym celu (sypialnia). No i tak przez kolejne tygodnie, kiedy panna zaglądała do mnie, często zabawiała się nie tylko ze mną, ale i z playstation, śpiewając piosenki do telewizora. Pierdolnięte. Tak to odbierałem.

Ale pewnego dnia, miałem jakiś taki naprawdę słaby humor. Sam nie wiedziałem co ze sobą zrobić, nie chciałem się z nikim widzieć, do tego było jakieś święto, za oknem padał mocny deszcz, snułem się po domu, bez celu. No i wchodząc do salonu, nie wiedzieć dlaczego, ten chory sprzęt spojrzał na mnie, ja na niego i mówię, uruchomię to, ciekawe co ona w tym widzi, że wyje do tego telewizora. Karaoke się załadowało, pobrałem jakąś piosenkę, którą znam, miała być łatwa, zaczynam śpiewać, o kurwa – to nie jest takie proste, znajdę inną, i jeszcze inną i tak kilkanaście godzin później, ze zdartym gardłem i odchudzonym portfelem o kilkaset zeta, które poszło na zakupione piosenki położyłem się spać. Później jeszcze przez kilka dni katowałem aplikację do śpiewania, a finalnie playstation stało się królem imprez, bo zawsze na imprezie robiliśmy karaokę, tyle się zmieniło. Jednak, to wszystko były tylko jakieś pijackie wybryki, i nigdy w życiu bym nie pomyślał, że mogę zrobić jakikolwiek krok dalej, czyli napisać piosenkę, w ogóle zrobić coś swojego. To nie ja, to nie dla mnie, można się pośmiać po pijaku, powygłupiać przy plastikowym mikrofonie od playstation i wystarczy.
NIGDY TEGO NIE ZROBIĘ
Zawsze kiedy wypowiem to magiczne zaklęcie, dopada mnie w najmniej oczekiwanym momencie. W zasadzie teraz ważę słowa, kiedy mówię tego typu zdania, bo wiem, że może się to odbić przeciwko mnie. Podczas tych wszystkich imprez, ktoś powiedział – masz ładny głos, może powinieneś pomyśleć o śpiewaniu lub dołączeniu do zespołu, jeszcze innego dnia – sąsiadka przesłała sms-a “adrian słyszę jak śpiewasz, ładnie, nie przestawaj”. Było to miłe, ale oczywiście, nie pomyślałem o tym aby robić karierę muzyczną, wręcz – olałem to, śmiejąc się “co ci ludzie mają w głowie”, czy “pierdolnięci” – zależy na jaki język to sobie przełożycie. Finalnie lata mijały, do piosenek wracałem, głównie po kilku drinkach przy karaoke, aż pewnego dnia, obudziłem się, siadłem do komputera, spojrzałem na mikrofon i mówię – zrobię sobie piosenkę. Nie pytajcie mnie dlaczego i skąd ten pomysł, bo nie wiem. Czy myślałem o tym wcześniej, nie, nigdy. Nie wiedziałem nawet jak się za to zabrać, ale widać – instynkt mnie prowadził, odpaliłem youtube, tam wklikałem rap beat, znalazłem coś co mi się podoba, ściągnąłem i zacząłem pisać tekst. Nie mając ani pojęcia o składni, ani o niczym, coś napisałem, coś nagrałem, wysłałem do kolegi, wysłałem do dziewczyny – podoba im się. No i mi też weszło, że może to jest faktycznie fajna zajawka, że może powinienem spróbować i zrobić sobie kilka piosenek. Jako, że realizowałem reklamy dla jednego producenta muzycznego, wysłałem do niego swoją “prevkę” i pytam – ile bierzesz za zrobienie numeru, on mówi 2,5k – ok, zamawiam dziesięć odpowiedziałem. Dodałem jeszcze, że dopiero zaczynam, z muzyką, więc jak chce coś extra za fakt że będzie mi musiał więcej czasu poświęcić, to spoko – dopłacę. Na co typ mnie odpowiada, że Adi, słuchaj – jesteś super grafikiem, ale wiesz, głosu to ty nie masz, to co przesłałeś to jest totalne gówno i nie da się tego słuchać, wiesz fajnie że ci się podoba, że się pobawiłeś muzyką, ale zostaw to i rób grafikę – na tym się znasz. Zabrał mi marzenia, można by pomyśleć, ale nie… bo tacy jak ja, mają w genach moduł “BLACK” czyli “Ja ci kurwo jebana pokażę”. Sam zawsze uważałem, że ludzie są podobni i wszyscy mogą wszystko, wystarczy chcieć, sam nigdy też nie podcinam nóg dla osób które coś robią, a staram się im pomóc, bo wiem ile pracy to wszystko kosztuje, na koniec, wiem jak ważna jest w życiu pasja i wiem jak ciężko żyje się bez niej, na ogół ludzie którzy pasji nie mają, uciekają w jakieś dziwne stowarzyszenia typu kościół, czy inne sekty. A tu kolega, przyjaciel, tak mnie podsumował… o nie, ja Ci kurwa pokażę jebańcu jeszcze.
ZROBIŁEM
Nagrałem pierwszą piosenkę, znalazłem po drodze kilkadziesiąt osób, które przy tym procederze oszukało mnie na pieniądze, to twierdząc, że dostarczy beat, to że wykona dla mnie mix, lub jakieś poprawki, ot błądzące dziecko w totalnie nieznanej branży. Po drodze pojawiało się więcej kłód niż okazji, ale realizowałem dalej. Do swojego przyjaciela podsyłałem kolejne produkcje, a on sukcesywnie utrzymywał – nie nadajesz się do tego, sam próbując w tym czasie tworzyć zespół, czy też wydawać swoje piosenki. Różnica była taka, że on był znany w branży i miał dość spore poparcie, ja nie. Kilka lat zajęło, zanim osiągnąłem poziom, który jakoś mnie zadowala, były to lata ćwiczeń, kompletowania sprzętu, uczenia się o akustyce i dźwięku. Z muzyką też chciałem wiele razy skończyć, ale to zostawimy na inną historię, coby nie zanudzić Was niekończącym się tasiemcem. Dziś wiem, że na realizowanie pasji, nie istnieje ani czas ani miejsce, dziś wiem, że warto robić to co podpowiada nam serce, niezależnie co mówią ludzie dookoła – oni mają zawsze jeden wspólny mianownik – są tylko ludźmi, a ludzie zwykle się mylą. Na świecie istnieje wiele prawd, tylko od nas zależy – którą dla siebie weźmiemy. I może na dzień pisania tego tekstu, nie jestem wybitnym muzykiem, ale osiągnąłem więcej niż spodziewałem się osiągnąć, wiem też, że muzyka to coś, co nie jest przeznaczone dla wybranych, a każdy może się w niej spełniać na swój sposób. Dla mnie to teraz cały świat, a bez niej, nie wyobrażam sobie kolejnych dni, a raczej nie chcę sobie wyobrażać. Pozdrawiam Was ciepło !






Leave A Comment