NIE PIJĘ ALKOHOLU
Powiedziałem to setki razy, zwykle na kacu kiedy głowa bolała tak, że miałem ochotę roztrzaskać ją o pierwszą lepszą napotkaną ścianę po drodze do łazienki. Kiedyś piłem dużo, było to wpisane w moją kulturę, kulturę polaka, kulturę młodego człowieka. Prawdopodobnie jak każdy z nas, chciałem być akceptowany w grupie, więc trzeba było pić no i się piło, w pewnym momencie rutyną było to, że spotykaliśmy się na osiedlu, każdy już miał ze sobą odpowiednią ilość arsenału, który miał wystarczyć, aby dobrze się napierdolić.
Każda impreza, wiązała się z zakupami, oczywiście, największa podnieta panowała na stoisku z alkoholami, tam smakosze i znawcy wybierali szlachetne trunki, które następnego dnia miały przyprawiać ich o bóle głowy, mdłości, a dzień jak zwykle spędzali na próbie przypomnienia sobie co wydarzyło się poprzedniej nocy, lub ustalenia, czy ktoś inny obecny na imprezie – coś wie. Słodkie.
Alkohol w młodym wieku zwykle nie służył do degustacji, wręcz obserwując rówieśników teraz, a młody już nie jestem, mogę powiedzieć, że w żadnym wieku ten specyfik nie służy do degustacji, umówmy się – uwielbiamy się napierdolić. Z jakiegoś powodu, według mnie ponownie, powodem jest tylko jedno – przyzwyczajenie. Ale alkohol to nie jedno jedyne przyzwyczajenie które nabywamy i niczym najcenniejszą w życiu rzecz pielęgnujemy, w tym czasie – dużo ciekawsze i cenniejsze wydarzenia dzieją się obok nas, a my w kółko jedynie wyrażamy radość tym samym, mimo – że dawno nam się znudziło.
Na koniec jeszcze dochodzi gratyfikacja, co daje nam alkohol. Humor ? Nie piję kilka lat, nie zauważyłem abym miał gorsze poczucie humoru od innych, śmiałość – to na pewno, ale tak na logikę i chłopski rozum, po co mi śmiałość kiedy jestem na imprezie ? No dobra, wiem po co – jedynie po to by poderwać laskę, jednak co mi po tej śmiałości, kiedy po wytrzeźwieniu – nadal jestem nieśmiałą pizdą ? Może lepszym rozwiązaniem jest nauczyć się śmiałości – na trzeźwo, wtedy nie będzie potrzeby napierdolenia się, aby dupę poderwać. Swoją drogą, wielu moich kumpli, tak się najebało, że poderwaną dupę albo obrzygali, albo zasnęli zanim zrealizowali swój plan wobec niej, w sumie – też słodkie. Nie to że będę tylko na kumpli napierdalać, tu warto zaznaczyć, że sam kiedyś wypiłem dwa piwka na randce z laską, a później któreś z nas wpadło na głupi pomysł aby iść na karuzele, bo akurat mieliśmy w mieście wesołe miasteczko, no i poszliśmy. To że obrzygałem laskę, która siedziała pięknie we mnie wtulona to jeden hit, to że wszyscy ludzie dookoła wrzeszczeli “kto się zrzygał”, w sumie jeszcze słodsze. Oczywiście w kryzysowej sytuacji potrafię zachować zimną twarz, więc razem z tłumem rzucałem kurwami na jakiegoś popierdoleńca któremu się zachciało wymiotować na wirującej karuzeli.

No i jak się zaczęło to picie w młodym wieku, tak wszystko postępowało coraz bardziej. Najpierw były to dwa czteropaki i po dwie paczki fajek, uczyliśmy się pić i palić, później coraz więcej, a wśród kreatywnych kolegów dowiadywaliśmy się coraz ciekawszych rzeczy o alkoholu. To jakieś kompresory robione z napoju i spirytusu które kopały mocniej, to swojskie wina, to znowu bimber który ktoś podpierdolił ojcu, aż po szlachetne alkohole, whisky i likiery, które młodzież po raz lubi wynosić z barków od rodziców, po dwa kiedy jest się przy kasie to wiadomo – każdy kozak whisky przy barze zamawia, najlepiej single malt i chuj z tego że z colą !
U mnie proces postępował do tego stopnia, że jak wakacje były dobre, to wiadomo – dziennie wypijało się kratę dębowego na głowę i w sumie człowiek chodził smutny że się nie napierdolił, następnego dnia, aby odchyłu od normy nie było to wiadomo – dzień się zaczynało od pizzy i dębowego w barze, zanim się do roboty trafiło. No ale to były inne czasy, niektórzy powiedzą że piękne, bo dziś to nie każdy dębowe rąbnie, dziś są czasy mefedronu i ciekawszych używek. Wracając jednak do alkoholu, jak widać na powyższym przykładzie – piłem dużo. Przy tym całym piciu alkoholu – miałem też mega farta. Raz wjeżdżając do lasu autem, a pojechaliśmy tam na piwo z kumplem i jakimiś dwiema pacjentkami, jakoś się zmieściłem, kiedy chciałem wyjechać – przerysowałem delikatnie auto. Jeszcze kilka razy zdarzyło mi się wsiąść za kółko kiedy byłem pijany, taaak wiem, że nie powinienem, sam jestem przeciwnikiem prowadzenia po alkoholu, no ale cóż – to były inne czasy. Mimo to, że pod wpływem prowadziłem i nigdy nie wyniknęły z tego żadne negatywne konsekwencje, mimo to że po alkoholu kilka razy narażałem dupę również w inny sposób i nic się w sumie nie stało – odstawiłem to gówno.
Po pierwsze – nigdy nie planowałem tego zrobić i rzucać alkoholu, była okazja i była impreza to zawsze chętnie po niego sięgałem, wręcz momentami uważałem się za specjalistę, bo w sumie na trunkach trochę się znam. Po drugie, wszystko wyszło naturalnie, nawyk codziennego picia piwa uleciał kiedy przeprowadziłem się do UK, tutaj skupiałem się na pracy i w sumie trochę na tym aby zmienić życie, ale nigdy nie postrzegałem alkoholu jako problem czy coś że muszę to zmienić. Więc nie było nawet myślenia, że o – muszę odstawić piwo. Po prostu, przestałem je kupować, od czasu do czasu zamawiając pizzę, kupiłem sobie małe piwo, aby wyrównać smak. Z roku na roku piłem coraz mniej, na imprezach zamiast pić kilka drinków, sączyłem powoli jednego, jednocześnie zadowalając się angielską trawą. Po kilku latach okazało się, że jedyny alkohol jaki wypijam, to właśnie to piwo, które zamówię dwa razy do roku do pizzy i którego nie dopiję – więc można to traktować jak alkohol w czekoladowych baryłkach czy cieście.
Po latach nie używania alkoholu, przebywania z osobami które go używają, zauważyłem, że trochę ten proceder zabiera cele dla ludzi i zatrzymuje ich w czasie. Osoby które poznaję i nie piją alkoholu, generalnie funkcjonują zwykle na wyższym poziomie, radzą sobie lepiej, ich życie jest ciekawe, no i najważniejsze – nie czuć od nich takiego zapachu zmenelenia, które często czuć od ludzi pijących regularnie. A może tylko ja mam wyczulony nos, ale po zapachu skóry jestem w stanie stwierdzić, czy ktoś pije regularnie – czy nie. Po latach nie używania alkoholu, zauważyłem też, że to podobnie jak z jedzeniem. Wiele ludzi uczy się gotować dosłownie kilku potraw, uczy się smaku jeszcze kilku, które może dostać w restauracji i na takiej “pętli” zlatuje im całe życie. Sam jakoś nie lubiłem mięsa, więc pewnego dnia – odstawiłem je, kiedy minęło kilka lat – okazało się, że to tak samo jak z alkoholem. Rezygnując z czegoś, co pielęgnujemy jak jakieś bóstwo, możemy mieć coś znacznie lepszego. W moim przypadku kiedy przestałem jeść mielone, schabowe i pierś z kurczaka w kółko, a partnerka pokazała mi świat diety wegetariańskiej – po prostu dziś nie wiem, jak ludzie mogą całe życie przeżyć na takim pożywieniu. Z alkoholem, jest dokładnie tak samo, bo faktem jest, że połowy imprezy nie pamiętamy, a następny dzień – nie jest nasz, należy do skutków spożycia alkoholu. Mnożąc ten czas, razy ilość dni kiedy piliśmy w roku, moglibyśmy totalnie zmienić swoje życie, mieć extra urlop, czy wypracować sobie jakiś biznes. Ale że ludzie są wygodni, cóż, alkohol jest świetnym usprawiedliwieniem na wszystko. Lubię też opinię ludzi o osobach niepijących, że skoro nie pije to wiadomo “musi być pierdolnięty”. Gwarantuję Wam, na swój sposób na pewno jestem, w sumie – każdy z nas jest, nie każdy został przebadany.
Jeśli walczysz z problemem alkoholowym, to mam nadzieję, że choć trochę przyczyniłem się do tego, że jest Ci lżej w tej walce. Ja zapraszam Cię również do rzucenia okiem na moją działalność muzyczną. Jeden z teledysków – znajdziesz poniżej, piosenki są również dostępne na Spotify oraz wszystkich serwisach strimingowych. Zostaw komentarz, podziel się swoimi doświadczeniami z alkoholem ! Pozdro !






Leave A Comment