BUDA NA SIELPI
B A R U A D R I A N A
Ale bar w tym przypadku to bardzo mocne określenie. Sielpia jeżeli ktoś nie wie – to miejscowość obok Końskich, czy też jeśli chodzi o większe miasto obok Kielc. Pewnego dnia mój ojciec się nudził i znalazł budę drewnianą, trzy metry, na trzy metry. On oczywiście widział w tym korzyść w postaci piwa, no i pracownika który zrobi resztę czyli mnie. Tak też się stało, otworzyliśmy sezonowy bar, nie wiedząc nawet jak złożyć takiego rasowego “komercyjnego hamburgera”, oczywiście po kupnie kilku nic nie wartych desek, które swoje lata świetności przeżyły dekadę temu, wszyscy mnie przekonywali, że pieniądze zostały wtopione i się nie zarobi, a co gorsza – nie odrobi inwestycji. Już tutaj udowodniłem, że ludzie sobie mogą gadać, a ja swoje wiem. Dogadałem się na parkingu, dokładnie to z parkingowym, że będzie każdemu kto na Sielpię wjeżdża rozdawał kupony zniżkowe, w ten sposób – u mnie zawsze było pełno, dopiero później, jak ja nie miałem miejsca – zapełniało się u innych. A przecież mówili:
Wiesz, my tu już lata jesteśmy, mamy stałych klientów, to przetrwamy. Ty jesteś nowy, nikogo nie znasz, nie uda Ci się nawet odrobić tego co już włożyłeś, a ile jeszcze musisz włożyć, żeby to ruszyło jak należy.
Mylili się, a niektórzy – wręcz uczyli się robić biznesu tak jak ja, próbując naśladować moje kroki. Finalnie Bar u Adriana, mimo że nie wyglądał to swoje zarobił, a nawet się zwrócił. Być może z zazdrości – ktoś go spalił, tego nie wiem. Tak czy siak była to całkiem niezła wakacyjna przygoda, przy okazji biznes, w którym poznałem kilka praw którymi rządzi się handel. Oczywiście, to że ktoś spalił bar, nie powstrzymało mnie aby otworzyć kolejny, tak też się stało rok później. Nie było to jednak to samo. Sentymenty.






Leave A Comment