Meltdown

kiedy system w środku zaczyna się przegrzewać

„Meltdown” to nie jest numer, który powstał dlatego, że mieliśmy ochotę coś wypuścić. To kawałek, który musiał powstać, bo w pewnym momencie zacząłem czuć, że wszystko we mnie działa jak przeciążony komputer. Masz zadania, masz terminy, masz listy do zrobienia, masz ten codzienny pęd, ale w środku robi się coraz mniej miejsca na cokolwiek normalnego. I nagle przychodzi ten moment, w którym łapiesz się na myśli: „kurwa, ja nie mam już snów”. Bo zabrał je deadline.

Napisałem swoją część wprost, bez upiększania. Bo tak właśnie to czułem. Ból, breakdown, strach, że na wszystko już jest za późno, a gniew i stres pchają mnie do kolejnych resetów, jakbym ciągle próbował się „zrespawnować”, ale wciąż coś nie działa. Czasem naprawdę trzeba być face down, żeby nie wybuchnąć. I to jest paradoks — człowiek z zewnątrz wygląda, jakby miał kontrolę, a w środku zaczyna się flame out. Ten meltdown nie dzieje się nagle. On narasta. A potem po prostu przychodzi dzień, kiedy nie chcesz już czuć się jak fade out.

Hope Of The Night dołożyła do tego numeru coś, czego sam bym nie udźwignął. Jej energia jest inna. Ona jest bardziej wybuchowa, bardziej emocjonalna, ale właśnie dlatego idealnie pasuje do tego utworu. W jej wersach jest frustracja, jest chaos relacji, jest zmęczenie ludźmi i tym, jak potrafią wejść w Twoje życie i nagle zmienić jego sens. A jednocześnie jest tam coś pięknego — to pragnienie prostoty: słyszeć tylko dźwięk, palić jazz, rozpoznawać miłość po nutach. W teorii to brzmi jak marzenie. W praktyce to często jest ucieczka przed tym wszystkim, co nas ciągnie w dół.

„Meltdown” jest dla mnie bardzo osobisty, bo to numer o stanie, który znam zbyt dobrze. O takim momentach, kiedy się śmiejesz, bo niby trzeba, ale to nie znaczy, że jest dobrze. O tym, że wena potrafi zasnąć i wrócić dopiero wtedy, kiedy znów robi się smutno. O tym, że żyjemy w świecie, gdzie wszystko jest jak true i false, a ludzie często okazują się falszywi tak łatwo, że aż przestajesz się dziwić.

Wiem, że ten numer nie jest dla każdego. I nie chciałem, żeby był. Chciałem, żeby był prawdziwy. Żeby ktoś, kto tego słucha, mógł powiedzieć: „ja też tak mam”. Nie po to, żeby w tym zostać, ale po to, żeby przestać udawać, że to nie istnieje.

Jeśli masz ochotę — odpal „Meltdown”. I jeśli czujesz, że w Twojej głowie też jest zbyt głośno, to być może ten numer trafi w to miejsce, w które miał trafić.

Adrian Black - Spotify
Adrian Black - Apple Music
Adrian Black - Amazon
Adrian Black - Youtube
Adrian Black - DistroKid